Opublikowano Dodaj komentarz

Miączynek żąda dostępu do morza

Pomysł na takie nietypowe krajki zrodził się zimową porą podczas wieczornego oglądania serialu, którego akcja rozgrywa się na Karaibach. Między scenami często pojawiały się widoki z brzegiem morza w tle i palmami na pierwszym planie. Na ile kolory włóczek i wyobraźnia mi pozwoliły, na tyle oddałam wrażenie.

To jeden z przyjemniejszych eksperymentów. Bardzo się cieszę, że odkryłam nowy dla mnie sposób układania nitek osnowy – tło wyszło niejednorodne. Oprócz tego dobrym pomysłem jest używanie szarego wątku – staje się dość dyskretny na brzegu i daje przyjemny cień pod wzorem. 

Focia na płocie

 

Niektórzy podróżują palcem po mapie… mam swoją wersję odkrywania nowych lądów w trudnych czasach.

Chciałabym częściej robić takie przerwy od tkania zawodowego, żeby powstawało coś bardziej twórczego w mojej pracowni. Kolejne pomysły już czekają na realizację…

Opublikowano Jeden komentarz

Czego oczy nie widzą…

W dniu publikacji poprzedniego posta byłam optymistyczna i pełna energii. Z entuzjazmem zajęliśmy się sadzeniem kupionych wcześniej drzewek owocowych. Nasze zapędy sadownicze zmieniły się niestety w wykopaliska niby-archeologiczne. To, co wcześniej wyglądało jak sielankowo zachwaszczona łąka, okazało się być dawnym wysypiskiem śmieci.

Cegły z zamku romańskiego, halabarda i kłódka od pasa cnoty 😉

Pracowaliśmy dość długo nad usunięciem śmieci i udało nam się oczyścić tylko kilka metrów powierzchni tuż przy posadzonych drzewkach. W wyglądzie nie ma różnicy i z zewnątrz sad wydaje się ładny, tylko świadomość dziadostwa jest przykra.

Ta drobna z pozoru sprawa przyczyniła się do wielu głębszych (jak sądzę) refleksji, choć w większości jednak pytań bez odpowiedzi. Czy ja jestem skazana na sprzątanie we własnym domu po kimś innym? …choć sama po sobie sprzątać nie potrafię. Czy moją misją jest naprawa tego, co ktoś inny zepsuł? A ile ja już zepsułam? Czy w rzeczach, które wyglądają dobrze trzeba pokopać, żeby obnażyć brzydką prawdę, czy woleć o niej nie wiedzieć. A jeśli się już pokopie, to czy próbować naprawić, czy starać się zapomnieć i udawać, że tak ma być. W jaki sposób bezrefleksyjna natura człowieka wpływa na życie innych ludzi? A może daje ten sens jakim jest zdobywanie pokory. Czy stary syf wyłaniający się gdzieniegdzie jest świadectwem rozwoju i postępu, czy tylko zwyczajną słomą z butów?

Powyższe kwestie nie wyczerpują zakresu przemyśleń, jednak kierują do chwilowo najważniejszego pytania o sens tego bloga. Gdzieś mi umknęła motywacja, a i determinacji brak. Mam świadomość, że pewne treści są nieaktualne albo dość słabe. Czy usunięcie tego, co już mi nie pasuje, będzie jak usuwanie śmieci, a może lepiej przyklepać to czymś nowym i ładniejszym?

Na razie z blogiem będzie się działo to, co chcę, a szanownym czytelnikom szczerze radzę – zamknijcie oczy 🙂

Opublikowano Dodaj komentarz

Ogród – nowa pasja

Postanowiłam sprawdzić, czy jeszcze posiadam bloga. Okazuje się, że jest nadal i nikt go nie zlikwidował np. za brak aktywności.
Zastanawiałam się, czy jest sens go trzymać, skoro od dawna nic nie publikuję. Jednak czasem ktoś pyta, czy mam jakąś stronę i odsyłam tutaj.
A nie publikuję z wielu powodów. Niektóre są tak nieracjonalne jak ten, że nie wiem co napisać po tak długiej przerwie, więc nie piszę wcale.

Pomocne w tym momencie jest pojawienie się nowej pasji.

Plamy barwne do podziwiania przez okno

Już prawie trzy lata mamy do dyspozycji ogród i do tej pory nie miałam pomysłu jak się za niego zabrać. Może trochę bałam się, że zrobię mu krzywdę. Starałam się ograniczyć do obserwowania, usuwania śmieci pocebulackich i rozwiązywania więzów ze sznurka od snopowiązałki. Pozwoliłam mu w dużej mierze, żeby rósł jak chce i to był dobry pomysł, bo pojawiło się sporo gatunków, które z przyjemnością poznaję – głównie z pomocą aplikacji do identyfikacji. Postęp technologiczny w służbie dyletantom.

Rzeżucha włochata – moje ulubione osobiste odkrycie botaniczne
Roślinny kożuszek

W tym roku już wiem, co chcę zrobić. Nabrałam trochę odwagi, odrobinę wiedzy i zarezerwowałam sporo czasu. Oboje z Sewerynem od pierwszych ciepłych dni dużo pracowaliśmy i z przyjemnością oglądamy początkowe efekty.

Ale rzepa
Opublikowano 4 komentarze

Norweski łosoś z bakłażanem w śmietanie

Jeśli ktoś się zastanawia co dzisiaj zrobić na obiad, albo jak przyrządzić właśnie kupionego łososia i trafił akurat tutaj, to przepraszam za zmyłkę, bo post dotyczy oczywiście utkanej niedawno krajki 😉

Porada ogrodnicza: przekwitłe kwiatostany hortensji usuwać na wiosnę – zimą mogą się przydać 😉

Nie znam się za bardzo na kolorach, a już szczególnie na ich nazwach, ale (a może właśnie dlatego) fascynuje mnie to zagadnienie. Wiele nazw kolorów kojarzy się z jedzeniem. Tak się złożyło, że do tkania wybrałam włóczki w kolorach, które mi się podobały, a producent lub sprzedawca nadali im nazwy bardzo spożywcze.

W nazwie mojej potrawy nie znalazłam miejsca dla tej zieleni z wzoru, bo ciężko mi było dopasować „zielony morski” lub „petrolowy”. Zwłaszcza, że użyte określenia nie do końca pasują do tego koloru. Dla mnie to po prostu ciemna chłodna zieleń, ale jak mówiłam nie znam się, więc nie będę się upierać.

Odnośnie określenia „norweski” wyjaśniam, że dotyczy ono wzoru. Podczas przeglądania strony poświęconej norweskim bunadom http://www.norskflid.no/, trafiłam na to zdjęcie:

Jeśli dobrze zrozumiałam to kreacja sylwestrona na rok 1800 z Porsgrunn region Telemark

Ten wzór mnie po prostu zauroczył i bardzo chciałam go wykonać. Świetny efekt wizualny wychodzi tutaj przez użycie białego tła. Kolory kontrastujące, ale o podobnej jasności nie będą tak ładnie wyglądać. Podoba mi się sposób wykończenia, ale to przetestuję innym razem. Ciekawe są też wzorki na marginesach tasiemki. Takie drobne ozdobniki na brzegach pojawiają się nie tylko w krajkach norweskich, ale również litewskich i białoruskich.

Jeżeli nie przeoczyłam żadnego fragmentu wzoru schowanego gdzieś pod innymi częściami ubioru, to raport składa się z 6 elementów oddzielonych łącznikiem. Tak wygląda raport wzoru na lewej i prawej stronie:

Na koniec uczciwie ostrzegam, że w tym daniu można znaleźć włos Kucharza. Fakt, że cała krajka składa się w 100% z włosów (owczych) chyba nikomu nie przeszkadza 🙂

Opublikowano 2 komentarze

Wzory z Birki po mojemu

Po egzaminie miałam ochotę powtórzyć jakiś wzór z Birki. Kilka z nich podoba mi się szczególnie i tym razem postanowiłam pobawić się łączeniem motywów. Wybrałam dwa fragmenty z dwóch znalezisk i dodałam od siebie łącznik wypełniający tło.

Tkałam za pomocą krosna jarzmowego, bo wzór wymagał użycia sporej liczby nitek osnowy. Szerokość wyszła dość duża – prawie 7 cm. Długość wynosi 2 metry z frędzlami. Oryginały były dużo węższe i zrobione za pomocą tabliczek, a wzór tworzyła złota nitka broszowania w wątku. Cała moja interpretacja bardzo swobodnie nawiązuje do zabytku.