Opublikowano 6 komentarzy

Dyplom mistrzowski

Przyszedł wreszcie moment, gdy postanowiłam pochwalić się dyplomem mistrzowskim. Znowu miałam ogromną przyjemność odwiedzić Uniwersytet Ludowy Rzemiosła Artystycznego w Woli Sękowej… i znowu powstały 2 tkaniny. Nie są duże, bo na część praktyczną egzaminu przeznaczono określony czas, no i rozmiary tkanin też muszą być zgodne z wymogami.

Sielski rysunek nawiązuje do tematyki sztuki dziecięcej. Napis na pamiątkę, a krój czcionki – projekt własny 😉

Wzór ze znaleziska – Birka B22

Bardzo chciałam wykazać się znajomością dość unikatowych technik tkackich, wybrałam więc tkaninę dwuosnowową z Ameryki Południowej oraz technikę broszowania.

Technik tkackich jest mnóstwo, a sama tkanina dwuosnowowa też ma kilka odmian. Znam na razie trzy z nich. Tkaniny dwuosnowowej z Podlasia uczyłam się od pani Alicji Kochanowskiej na warsztatach w Lublinie. Na tych samych warsztatach poznałam białoruską wersję tkaniny dwuosnowowej od pań z Białorusi. Trzeciej odmiany nauczyłam się dzięki lekturze bloga Laverne Waddington. Bardzo jestem jej wdzięczna za mnóstwo informacji o wielu technikach tkackich z różnych stron świata. Jej umiejętności i wiedza są imponujące, a tkaniny zadziwiają.

Tkanina dwuosnowowa występująca w Ameryce Południowej, m.in. w Boliwii jest nieco inna niż te bliższe nam. Przede wszystkim jest to tkanina osnowowa i używa się jednego wątku. Do jej wykonania wystarczy krosno jarzmowe. Tak więc na egzamin pojechałam z własnym warsztatem, zabierając z domu moje ulubione… patyki 😉

Tkanie na krośnie jarzmowym wyglądało w skrócie tak:

Przygotowanie osnowy.

Półnicielnica i pierwsze patyki już zamontowane.

Początek tkania. Wątek nawinięty na ukochaną kleszczkę.

Drugą tkaninę również wykonałam na krośnie jarzmowym. Zastosowałam technikę broszowania – wzór powstał dzięki dodatkowemu wątkowi. Lewa strona jest jednobarwna. Wybrałam motyw ze znaleziska archeologicznego z Birki. Brzegi obszyłam sznureczkiem zrobionym na palcach (fingerloop).

Broszowanie z bliska 🙂


Od kiedy mam tytuł mistrza, mocno przykładam się do pracy, aby moje wyroby nie były ujmą dla zawodu, który reprezentuje. Chcę tkać tak, że mucha nie siada… ale póki co niestety siada:

Mucha, nie siadaj! 😉
Opublikowano 3 komentarze

Dyplom czeladniczy

Jakoś tak dziwnie mi wyszło, że wcześniej się nie pochwaliłam, ale w końcu nadszedł czas abym uzupełniła tę zaległość 🙂

W zeszłym roku we wrześniu odwiedziłam bardzo przyjemne i inspirujące miejsce – Uniwersytet Ludowy Rzemiosła Artystycznego w Woli Sękowej. Poznałam świetnych i otwartych ludzi, naoglądałam się prac adeptów i absolwentów szkoły… pofałszowałam z radością przy ognisku i poobserwowałam przyjemne krajobrazy. A przede wszystkim zdałam egzamin czeladniczy z tkactwa. Przedstawiam moje malutkie tkaninki:

Pierwszy raz w życiu tkałam na ramie, choć to takie proste i oczywiste narzędzie. Kto wie, może kiedyś sobie sprawię własną ramę 🙂

Opublikowano 4 komentarze

Kilka drobnostek o mojej pasji

Pasamonictwo, tudzież krajkoróbstwo to moja największa pasja. Uświadomiłam sobie ile miłych wrażeń mi daje, a każde jest niezastąpione. Niektóre z nich tu zapisze na szybko i niezbyt składnie 😀

Podczas dobierania przędzy cieszenie oka kolorowymi kłębkami, praca wyobraźni i ciekawość co wyjdzie.

Przy osnuwaniu radość, że na przędzy nie ma ani jednego supełka i serdeczne gratulacje dla producenta. Triumf i uznanie dla własnego wyczucia, gdy wyszło idealnie np. 7 nitek osnowy w danym kolorze.

Początek tkania, gdy okazuje się, że wzór jest trafiony i czytelny, a kolory harmonijne.

W trakcie roboty zerkanie na efekty i element: o, w świetle porannym te kolory wyglądały świetnie, a przy tym zachodzącym słońcu są jeszcze ciekawsze.

Moment wybudzenia z hipnozy nagłym końcem osnowy. I co, to już?

Zerknięcie przez ramię na bezładny zwitek krajki za sobą.

Mierzenie, liczenie czasu i zdanie sobie sprawy, że tym razem daną długość zrobiło się jeszcze szybciej.

Są też uczucia przeciwstawne, których możecie się domyślić, jeśli wyobrazicie sobie, że niektóre opisane przypadki mają swe odwrotności. Nie będę o nich pisać… pominę je po prostu tak samo jak ignoruję je podczas tkania.

Opublikowano 7 komentarzy

Krajkowy regalik

Na początek chcę uspokoić niektóre osoby: nie jest tego aż tak dużo. Ale wyolbrzymiać chyba można? Zawsze znajdzie się sposób, żeby z małej ilości krajek zrobić przyjemną ilość krajek. Tym razem wpadłam na taki pomysł:

Przy okazji mały krajkowy spoiler 😉

Czasami uświadamiam sobie, że tkam właśnie po to, żeby móc się pogapić na efekty – po prostu to przyjemne. Niestety wredni ludzie wykupują moje krajki 😉

Opublikowano 3 komentarze

Krajkowa półka

Krajki mają swoje miejsce w domu – po prostu zwyczajną jedną półkę w meblościance. Gapię się na nie czasem. Teraz tyle mam tych krajek. Mało, bo jeszcze widać tylną płytę, a chciałabym zapełnić półkę całkowicie.

146,4 m krajki
14:50 czasu jazdy
217 km dystansu