Opublikowano Dodaj komentarz

Ciasto z daktylami

A oto moje ciasto z daktylami wykonane z zastosowaniem technologii spieków ceramicznych. Fachowcem w tym zakresie jest Sew i to on nauczył mnie piec ciasto. Nie nauczył mnie jeszcze jak efektywnie łączyć mąkę z resztą, dlatego wczoraj musiał mi pomóc w końcowym etapie ujednorodniania masy 🙂

Opublikowano Dodaj komentarz

Naprawiony gulasz

Jak już pisałam, na systematyczność wrzucania postów nie ma co liczyć. Dzisiaj zaległy opis dobrego gulaszu, który pełnił rolę niejako zacierania śladów po nieudanym.
Klasyczny gulasz w sosie własnym, podany z pęcokiem. Szczerze zaskoczyły mnie smakiem warzywa, podsmażane w wysokiej temperaturze. Na patelni lądowały kolejno: cebula, czosnek, półżywy rozmaryn, marchew, papryka, pomidor… i magiczna przyprawa w kostce – bulion z oliwą i ziołami.
Nie jestem pewna, czy umiem robić zdjęcia żywności… powinno wzbudzić głód u oglądającego. U mnie budzi, ale na pewno ze względu na wspomnienie smaku poniższego obiektu 🙂

Opublikowano Dodaj komentarz

Przyjaciele do zjedzenia

Od jakiegoś czasu uczę się uprawiać rośliny w domu. Powoli zaczynają nawet rosnąć 🙂 Lubię z nimi rozmawiać i udaje mi się nawiązać rodzaj dialogu. Kto miał kiedyś kwiatki, ten wcale się nie zaśmieje, bo pewnie rozumie. W trudnych chwilach rośliny pomagają. W czasie pisania pracy dodawały mi otuchy, szczególnie Zroślicha. To taki specjalny typ przyjaciół…

Teraz mam w domu nowe roślinki.

Rzodkiewki:

Pszenice:


Część z nich już dzisiaj zjedliśmy na śniadanie.
Rosną tak szybko, że będzie trzeba poprosić Zuzię o pomoc w jedzeniu, albo przesadzić do doniczki. To też są przyjaciele, ale nie ze względów estetyczno-towarzyskich, tylko odżywczych 🙂

Aha, o traumatycznym gulaszu z buraczkami nie będę jednak pisać, bo wolę o nim zapomnieć.

Opublikowano Jeden komentarz

Bezrobotna absolwentka

12 stycznia odebrałam dyplom. Uczucie szczęścia z powodu skończenia studiów jest niezastąpione i cudowne. Wracałam z uczelni z plecakiem pełnym oryginałów, odpisów i suplementów oraz mąki po 54 gr za kg… Wtem zadzwonił telefon przerywając lekturę audiobooka. Okazało się, że dopadła mnie oferta pracy. A mówią, że po studiach trudno o pracę. Po namyśle odmówiłam i następnego dnia poszłam do GUPa. To chyba lenistwo? I tam. Po ciężkim dniu w urzędzie (chociaż cięższy był powrót zatłoczonym tramwajem), po powrocie do domu padłam na barłóg z westchnieniem „o jaka ja jestem bezrobotna.” 😉

Jak mi przejdzie lenistwo, to napiszę co ostatnio ugotowałam. Czyli jak zrobić gulasz, żeby smakował wstrętnie… i jak spaprać buraczki (mimo, że na surowo były „om nom nom”)

Opublikowano Dodaj komentarz

Do czego to doszło!

Nigdy nie przypuszczałam, że zdecyduję się na założenie bloga… a jednak. Trochę mi się nie chce klepać html’a w mojej stronie, którą dzisiaj aktualizuję. No i z lenistwa pomysł, by wrzucać moje różne dzieła do bloga, który zapewne zrobi się niemal sam. No przynajmniej liczę na to, że nie będę musiała wysilać oczu i umysłu w editpadzie 🙂
Ciekawe tylko na ile starczy mi entuzjazmu, by go ciągnąć. Na systematyczność nie ma co liczyć. Ale może moje prace i pisanie bloga wpłyną na siebie na wzajem motywująco.
Mam już trochę tzw. osiągnięć, które gdzieś tutaj może uda mi się retrospektywnie włączyć…
Zresztą na razie bardziej jestem ciekawa jak to technicznie działa… więc kończę.