Opublikowano Dodaj komentarz

Nowe linki do wiaty

Nasza wiata już w zeszłym roku prezentowała się imponująco… zwłaszcza przez to, że rozbijaliśmy pod nią namiot. Ot fanaberia ludzi z fantazją 😉 Ale ważniejsze, że wiata byłą przyczepiona do gleby za pomocą własnoręcznie wykonanych odciągów. Odciągi te to kolejny dowód, że mam zamiłowanie kolorystyki z szerokim rozrzutem, znaczy do pstrokacizny. Sznury wykonałam z wełny gobelinowej przy pomocy rąk i tego co się pod ręce nawinęło.

Dzisiaj dorobiłam kilka kolejnych linek, żeby mieć pewność, że wiata nam nie odfrunie jak to się stało podczas poznańskiego wolnego (z)wędzenia. (z) bo ktoś zwędził moją ukochaną sukienkę z ręcznie tkanej wełny z krajką, którą wiele godzin męczyłam na tabliczkach. Dzięki tej krajce tak się zraziłam do tabliczek, że tkam tylko na bardku.

Ale do rzeczy. Linki wyglądają tak oto w formie okiełznanej:

Na każdej lince są oczywiście chorągiewki bezpieczeństwa. Zainteresowani mogą się nadal o odciągi potykać i malowniczo wywracać, ale ja już nie będę przyjmować wymówek, że linek (pstrokatych przecież) nie widać 😀 Już dzisiaj w Grzybowie odbędzie się uroczyste pierwsze pełne użycie linek na naszej żurkowej wiacie. Do zobaczenia 🙂

Opublikowano Jeden komentarz

W międzyczasie

Postanowiłam zrobić krajkę pasującą do pasiaka utkanego dawno na krosnach pionowych. Mam pewien pomysł, odnośnie produktu końcowego, ale jego wykonanie będzie musiało poczekać na swoją kolej i jeszcze większy międzyczas.

 

21,35 m krajek
1:07 czasu jazdy
12 km dystansu

Niestety na rowerze nie jeżdżę – była tylko jednorazowa wycieczka dla ukojenia. Tymczasem pani zima daje mi ostatnią szansę na korzystanie z legendarnych długich wieczorów.